30 grudnia 2012 r. klub „Przygoda” wybrał się na przedostanią, niedzielną wycieczkę w starym roku. Trasa pomyślana była tak, żeby zajrzeć w odwiedziny do kol. Kazia Stąpora czyli na Górę Strużną zwana też Górą Domową Kazia Stąpora.
Trasa ta wyglądała następująco: Górno – Góra Stróżna - Góra Wymyślona - Góra Radostowa - Mąchocice Kapitulne - Wola Kopcowa - Cedzyna, ok. 14km. Wycieczkę prowadzil kol. Lech Segiet.

Idziemy na Górę Strużną- Górę Domową Kazia Stąpora
Kazio Stąpor to zasłużony przewodnik po Górach Świętokrzyskich, barwna postać w kieleckim PTTK i klubie „Przygoda”. Ja Kazia znam tylko z opowieści ale większość klubowiczów znała go osobiście...

kol. KAZIO STĄPOR
„KAZIMIERZ STĄPOR to prawdziwa legenda naszego Klubu, bohater wielu opowieści i anegdot. Był z nami do śmierci, przez całe 39 lat, gdyż związał z krajoznawstwem, turystyką, no i oczywiście z „Przygodą” całe swoje życie. Mieliśmy w nim nauczyciela i przyjaciela, który udzielał nam rad i strofował kiedy trzeba. Był z nami na dobre i na złe. Na pamiątkę umieściliśmy na jego ukochanej Górze Strużnej w Górach Świętokrzyskich kapliczkę zaprojektowaną i wykonaną przez kol. Sławomira Micka.” – Anna Hendler / TŚ- 10 kwiecień, 2011/

Kapliczka na Górze Struznej, poświęcona pamięci Kazia Stąpora- wykonana przez kol. Sławomira Micka
Pogoda w tym dniu naprawdę dopisał, mogliśmy więc podziwiać urodę Gór¶ Świętokrzyskich- Łysica co rusz pokazywała nam się w różnych odsłonach a Góra Strużna i Radostowa, na które weszliśmy jak zawsze były piękne i urokliwe.

Radostowa

Łysica- widok z Radostowej
Tradycyjnie nie obyło się bez przygód- jak to w „Przygodzie”... Wystarczyła chwila na pogaduchy przy punkcie triangulacyjnym na Radostowej i kilka osób- w tym dziwnym trafem i ja, odłączyło się od grupy, która zaraz po zejściu z góry poszła na lewo poprzez lasy i pola do Mąchocic a my beztrosko szliśmy sobie czerwonym szlakiem... w pewnym momencie zorientowaliśmy się grupa dawno się od nas oddaliła a właściwie my od niej... cóż, stwierdziliśmy, że nie ma sensu się wracać i jej szukać. Własnymi ścieżkami pod przewodnictwem kol. Andrzeja Nocunia dotarliśmy do zalewu w Cedzynie- próby zaginięcia w akcji nie powiodły się. Tam czekała nas miła niespodzianka- zalew był porządnie zamarznięty- zamienił się w wielkie lodowisko i nie wiadomo kiedy zaczęła się zabawa... ślizganie, tańce na lodzie, lodowe orzełki i inne głupotki. Bawiliśmy się beztrosko i niefrasobliwie ok. 40 minut. Kol. Krzysio Krogulec zatańczył nawet na bosaka... mówił, że się hartuje... ten to ma zdrowie... ;-))

Osoby, z którymi miałam przyjemność wtedy powędrować i fajnie się bawić na lodowisku w Cedzynie, zostały mianowane na honorowych członków klubu ZAGINIENI W AKCJI- była to Agnieszka, Andrzej i Krzysztof...
Do zobaczenia KOCHANI na następnych wędrownych szlakach;-))
Odpowiedzi
Ładne zdjęcia wyszły. Pogoda
Ładne zdjęcia wyszły. Pogoda była piękna i słoneczna, sprzyjająca aura nam towarzyszyła :)
Gosia Gębska